Hej!
Na razie proszę tu nie wchodzić :)
6 urodzinowych życzeń, które się spełniły - Old Fashioned Girl

Powód dla którego rzuciłam studia

Przyglądałam się czubkom własnych butów. Stały idealnie na granicy ostatnich drzwi pomiędzy moim wydziałem, a nie mającym o mnie pojęcia światem. Po chwili był pod nimi już wyłącznie chodnik. Nigdy nie byłam szczęśliwsza.

Krótka historia o tym, dlaczego rzuciłam studia.

Kiedy poszłam na magisterkę na Uniwersytet Warszawski, zapowiadało się fajnie. To były studia tłumaczeniowe ze specjalizacją która mnie bardzo kręci, czyli językiem portugalskim. A jednak zrezygnowałam z nich szybko i bez żalu. Co się stało? Pozwólcie że ujmę to tak: o ile studiowanie (co do zasady) nie zawsze jest łatwe i przyjemne, to są rzeczy, których nawet tak popularne określenie jak “studenckie życie” nie jest w stanie wybronić. Oto i one:

Niedostosowany do współczesnych standardów grafik – zajęcia codziennie, od rana do wieczora, z mnóstwem godzinnych i dwu-godzinnych okienek, czyli za krótkich żeby wrócić na lunch do domu, ale wystarczająco długich żeby się zmęczyć i przysypiać na ostatnich wykładach (wcale nie mniej ważnych). Poza tym, przy takim grafiku szanse na zdobycie pracy nikną jak we mgle, bo nikt nie chce zatrudnić studenta na 1/10 etatu. A przecież jakoś trzeba się utrzymać! Rodzice w tym wieku już nie są wyjaśnieniem.

– Nieprofesjonalna organizacja zajęć ze strony uczelni – brak wykładowców do prowadzenia zajęć tłumaczeniowych na studiach tłumaczeniowych (wut?), generalne braki w kadrze, niespodziewane odejścia bądź zamiany prowadzących i przypisywanie profesorów do wykładów których sami nie chcą prowadzić bo nie mają w danym temacie doświadczenia. Żal mi zarówno studentów jak i profesorów.

– Wypełnianie grafiku przedmiotami-upychaczami (skoro nie ma wykładowców od przedmiotów na które studenci się zapisali to dorzućmy im inne, zupełnie nie-tłumaczeniowe) do których przygotowywanie się zajmuje o wiele więcej czasu aniżeli do zajęć specjalizacyjnych (bo trzeba studentowi pokazać kto tu rządzi).

– Paskudne warunki do nauki – rozwalone krzesła, odpadający tynk ze ścian, za małe sale albo, yolo, ich kompletny brak (studenci i wykładowcy wielokrotnie nie mieli się gdzie podziać, mimo iż obok stał nowo wybudowany i pełen pustych sal budynek!). O nie działających rzutnikach, słuchawkach i reszcie podstawowych sprzętów laboratoryjnych nawet nie wspomnę. Co gorsze (i nie, to nie są żarty!) w największych aulach porozstawiane były łapki na myszy, a w łazienkach regularnie pojawiały się karaluchy wielkości kciuka.

einstein

Serio?
O tak. Teraz juz wiem, że warto jest zadać samemu sobie pytanie – czy jestem na tych studiach szczęśliwa? Jakby to nie zabrzmiało, to czy spełniamy się w studiowaniu jest bardzo istotne. Jeśli jesteśmy zmęczeni, ale generalnie zadowoleni  bo wiemy że dzięki tym studiom zostaniemy lekarzem, prawnikiem albo wybitnym analitykiem giełdowym to świetnie! W takim przypadku warto zagryźć zęby i przetrwać. Gorzej, jeśli podskórnie czujemy że coś nie gra, że strasznie się męczymy pomimo iż (o ironio!) mamy wysoką średnią, a nasz kierunek to raczej zdobywanie bardzo niszowej bądź nad wyraz ogólnej wiedzy. To pierwszy znak, że warto usiąść i na spokojnie przemyśleć czy warto dane studia, albo studia w ogóle, kontynuować. Może wcale ich nie potrzebujemy? Przecież istnieje i taka opcja.

Poniżej parę rad dla niezdecydowanych:

1. Studia, ukończone czy nieukończone, nie determinują tego kim jesteśmy. To my sami decydujemy o tym co robimy i z jak wielkim przytupem. Przede wszystkim nie ma się czego wstydzić – nieukończenie, przerywanie, czy też zmienianie studiów to nie żadna choroba weneryczna, tylko zwykła, życiowa decyzja (jak wiele innych!). A jeśli ktoś próbuje Was przez to zmieszać z błotem żeby samemu móc się wywyższać? Omijajcie szerokim łukiem, taki przyjaciel to nie przyjaciel, po co tracić czas na nierozwojowe przepychanki.

2. Studia mogą nam pomóc w osiągnięciu zawodowego celu, ale nie muszą! Wyjątkiem są takie zawody jak prawnik, czy lekarz – studenci medycyny i prawa pozdrawiam Was bardzo serdecznie!:) Cała reszta, wszystkie filologie, stosunki międzynarodowe, czy inne kulturoznawstwa to tylko wstęp do Waszej życiowej przygody. Wzbogacą Was o pewien zakres wiedzy, który napewno choć raz Wam się w życiu przyda, ale nie przekreślają Waszej kariery w zupełnie innej branży. Nie obcinajcie sobie skrzydeł tylko dlatego że wybraliście taki a nie inny kierunek i nie wmawiajcie sobie że “już nic innego nie dacie rady zrobić”. Bez sensu.

3. Poczytajcie biografie wielkich mistrzów – co drugi nie ukończył studiów, albo zajmował się po nich czymś zupełnie innym i dopiero w tym osiągał mistrzostwo. Warto sięgnąć po ‘Mastery’ Roberta Greena, bo to zbiór biografii wielkich mistrzów z najróżniejszych branży. Bardzo inspirująca dawka życiorysów osób, które wyszły poza swoją strefę komfortu i zerwały z odgórnie przyjętymi “zasadami” po to, by móc osiągnąć mistrzostwo w najmniej prawdopodobnej dla nich dziedzinie. Choćby taka Coco Chanel, albo Steve Jobs – no kto by pomyślał że bez studiów (a w przypadku tej pierwszej pani nawet bez podstawowego wykształcenia) staną się mistrzami, ikonami swoich czasów? Największa projektantka mody i współzałożyciel Apple, wow :)

4. Porozmawiajcie. Z rodzicami, dziewczyną, chłopakiem, przyjaciółmi. Jeśli czujecie, że studiowanie nie jest dla Was, umocnijcie się w owym przekonaniu albo zmieńcie zdanie wypowiadając swoje pomysły na głos. Najlepiej jeśli będziecie nastawieni na szybką ripostę ze strony innych osób na tyle zaufanych że pomogą Wam dojść do ładu z myślami i podjąć odpowiednią dla WAS decyzję.

5. Przygotujcie sobie listę, wypiszcie na niej twarde możliwości działania. Rzucanie się na głęboką wodę, w coś do czego nie jesteśmy zupełnie przygotowani rzadko kiedy jest dobrym pomysłem. Dobrze jest mieć zawsze jakiś plan, którego będziemy się trzymać. Nie ma nic gorszego niż marazm w który wpada mnóstwo osób po odejściu ze studiów. Nie robienie niczego, spanie do południa, wydawanie niesamowicie dużych ilości pieniędzy (nie swoich!) na błahostki, popadanie w leniwą rutynę – to naprawdę bardzo prawdopodobne i groźne! Jeśli już rzucać studia, to nie dla świętego spokoju i umiłowania lenistwa, tylko dla robienia czegoś o czym zawsze marzyliśmy, co nas rozwinie i na co nie mieliśmy wcześniej czasu. To moment, kiedy możemy zmienić bardzo wiele w krótkim czasie i zadecydować o naszym życiu bez przejmowania się tym co sądzą inni.

jump rope

Ja podjęłam decyzję o rzuceniu studiów magisterskich i bardzo się z niej cieszę. Bo o ile studiami pierwszego stopnia byłam naprawdę podekscytowana i jestem zadowolona że na nie poszłam (wyniosłam z nich zadziwiająco dużo!:) to magisterskie okazały się być zupełnie nie dla mnie. Wiem, że na samym licencjacie poprzestać nie chcę. Nadal mam w sobie chęć zdobywania wiedzy i wierzę w to, że kiedy kolejnym razem wybiorę kierunek to nie zawiodę się na nim tak mocno jak ostatnim razem. Czas pokaże.

Bo studiowanie jest fajne, pod warunkiem że coś do naszego życia wnosi! A studiowanie dla samego papierku? Nie, to nie dla mnie.

Kiedy “trwałam” na magisterce byłam nieszczęśliwa. Nie robiłam tego co naprawdę chciałam, nie spełniałam marzeń na które (z ręką na sercu!) nie chcę dłużej czekać aż ktoś inny je za mnie spełni. Marnowałam czas, który miał być moją największą inwestycją. A jak wygląda moje życie po rzuceniu studiów?

Właśnie kończę dopijać świeżo zaparzoną kawę i dojadam bagietkę ze śniadania. W tle żartuję sobie z koleżanką na czacie, Portugalką z Porto gdzie mieszkałam przez pół roku. Zaraz puszczę ten post, potem Newsletter (jeszcze możecie się na niego zapisać!), a kiedy już upewnię się że na blogu wszystko gra, dokończę pisać konspekt do pracy którą uwielbiam i dzięki której mam pieniądze na spotkanie się wieczorem ze znajomymi, pójście do kina z chłopakiem. Może zdążę jeszcze skoczyć na siłownię, z pewnością pogram trochę na gitarze i przeczytam nową książkę.

Życie potrafi być piękne! Pod warunkiem, że nie jest się tchórzem, który przegapia własne szczęście.

I was carefully observing tops of my boots. They were standing still exactly at the edge between the last doors to my faculty and the rest of the world. I knew I had the decision to make. One moment after there was only grass underneath. I’ve never felt so happy!

A brief story about why I’ve decided to quit studies.

When I started master’s degree at the University of Warsaw it seemed like a great idea. These were translation studies with a specialization in portuguese language, which I adore! However, something definitely went wrong and I’ve decided to quit those studies. Surprisingly it wasn’t so hard to do that and I’ve never regretted that decision!  So what went wrong? Being completely honest – everything. As far as studying itself is never always easy and enjoyable, there were more reasons to quit then to stay. Much more. And here they are:

Timetable unsuited to modern studying practices – endless, daily classes, from early in the morning till dusk, with many breaks lasting one or two hours (too short to come back home for lunch but long enough to make student tired after whole day of learning). Furthermore, there’s no possibility to find a decent job with timetable like this one – nobody wants to hire a student for less than a half time work. At the same time leaving with parents and spending all they money, being unemployed at that age is a little bit scary.

Unprofessional organisation– lack of lecturers who could teach translating to students from the department of translation studies (can you believe that?), general deficiences of lecturers, random and rapid changes in the timetable, including assigning lecturers to subjects they don’t know enough.

– Filling timetable with classes not nearly connected with the faculty – if there’s such a lack of professors specialized in subjects that student’s have picked before, let’s give them more classes about matters not nearly connected with their faculty and make students learn even more for those subjects than they do for writing their thesis. Because someone has to show students who’s the boss here!

– Horrid work conditions – broken chairs, plaster dropping out of the walls, narrow classrooms and its deficiency (students and their professors frequently hadn’t any place to take up lectures even though there was a new, university building nearby with lots of empty classrooms). Not to mention broken projectors, headphones and the rest of the basic, laboratory equipment. What’s even worse (and that is no joke!) there were mousetraps set in assembly hall where the most important lectures take place and wandering cockroaches in the bathroom.

hard-study-7811

Seriously?

Yep. Now I know how important it is to ask yourself  – Am I happy studying here? No matter what others tell us we need to be sure that those studies are making us happy! There is possibility, that we are having a really hard time at the University, but our goal is to become a lawyer or a surgeon. In that case quitting studies is not an option, because one’s dream demands finishing with flying colours. On the other hand, if we’re not completely satisfied and our studies are giving us just a general knowledge of the world surrounding us, maybe it’s high time to sit down and re-think if it wouldn’t be better to just quit? Maybe we don’t even need to study? After all, there are so many alternatives!

A few tips for those who haven’t decided yet if study still or quit:

1. Studying does not determine who we are. It’s all on us! Nobody can design our lives better than we can. So don’t let others tell you that you should study – if you feel it’s not for you be brave enough to say no. In the long run quitting your studies is not the end of the world! Simply one of the milion decisions you’ll make. In case someone is making fun of you and treating you like a less valuable person because you have no diploma, don’t let him! What’s even more important don’t you ever believe in words they say. You’re above that infantile jostling.

2. Studying might help to gain our working goals but not necessarily! Obviously there are exceptions in such professions as a lawyer or a doctor – greetings to all medical and law students! :) The rest of faculties, like philologies, international relations, and other cultural studies are only the beginning of main adventure called life. For sure they may enrich you with a wide range of knowledge! It may be useful at least once in your life (as everything we learn), but studying one thing do not undo your career in a different industry. Don’t you believe that not studying a certain profession exclude you from working in it. Just look at you parents, uncles or even older friends – there are so little people who actually work in the profession learned on studies!

3. Read some good biographies of great masters – every other hadn’t studied or had gained mastery in the completely different field. I recommend you ‘Mastery’ by Robert Green, which is the collection of biographies of about 100 great masters from various industries. Very inspiring dose of life stories of people who got out of their comfort zone and broke with arbitrarily adopted “principles” in order to be able to achieve mastery in the least likely area. Great examples – Coco Chanel, or Steve Jobs – well who would have thought that without studies (in the case of the first lady even without basic education) they will become masters and icons of their time? The largest fashion designer and co-founder of Apple!

4. Talk to your parents, girlfriend, boyfriend or friends. If you feel that studying is not for you, saying it loud in front of other people will only make you feel even more confident with your decision. And in the worst scenario you’ll just change your mind.  Face the rapid feedback from your beloved and decide what’s really good for YOU. Without recalling anybody else.

5. Prepare yourself the list of diverse possibilities and solutions. Throwing the plunge into something you’re not quite ready for is rarely a good idea. On the contrary it’s always good to have some plan to stick to. There is nothing worse than apathy bothering us after quitting studies. Doing nothing, sleeping until noon, shopping all the time (using pocket money from parents), falling into that pointless, lazy routine – it’s really very dangerous! If you must quit studies, don’t do it just because you’re lazy, but to make your dreams come true and to work on your self-improvement. It’s the moment to make a difference. We can change a lot in a short time and truly decide about our lives.  Worrying about what other people think is not important anymore.

tumblr_lgdcn9p9rt1qbilh4o1_1280

I made the decision about quitting studies while starting master’s degree and I’m really proud of that. Because as far as I really enjoyed studying at the first degree, the second turned out to be a complete disaster. But I’m not loosing my hope for better faculties! As soon as I decide to continue studies I’ll pick better ones. Time will show.

Studying itself is awesome! As long as it gives some value to our lives. And as far as studying only for diploma is considered, I must refuse. 

I’m very happy with the decision I’ve made. Just now I’m drinking freshly brewed coffee and finishing eating baguette with honey. At the same time I’m chatting with my Portuguese friend I’ve met while living in Porto. As soon as I finish this post I’ll send my Newsletter (you can still sign-up!) and finally when I’ll make sure everything’s going well I will end my project to work I love. And thanks to that money I earn I’ll have possibility to meet with my friends in town or go with my boyfriend to the cinema. Maybe I’ll have time for a little train in the gym, then play the guitar for a while and read the new book just before sleep.

Life can be beautiful, you know? As long as you’re not being a coward who’s missing out his own happiness.

 

 

33 Comments

  • Monika

    11.03.2014 at 15:02 Reply

    Jak sobie przypomnę swoje studia na UW to aż mi słabo. Na 1 roku pięć dni weekendu. Na 4 roku zajęcia od 8 do 20 z pierwszym okienkiem o 16:45 (a wcześniej milion kanapek w przerwach, tak się nie da funkcjonować). Dobrze, że sama sobie znalazłam w trakcie studiów rewelacyjne staże i moje opiekunki rozumiały, że UW to dziwna instytucja, więc mogłam gdzieś przychodzić przez pół roku an 1/10 etatu. O pracy oczywiście nie było mowy.
    Nie chcę nawet rozgrzebywać tematu tego jak wiele zależy an uczelni od przepychanek gabinetowych, a jak mało od studenta.
    Decyzje, że nie zdaję na studia doktoranckie podjęłam w marcu na 5 roku studiów. To była moja wielka tajemnica, bo bałam się, że zmienię zdanie. Szykowałam więc cały czas teczkę, pisałam artykuły, jeździłam na konferencję. I czułam się tak samo jak Ty patrząc na swoje buty kiedy po wyjściu z egzaminu magisterskiego poinformowałam promotorkę, że nie zejdę na dół złożyć teczki, bo nigdzie dalej nie zdaje. Przeryczałam chyba pół dnia, potem przez kolejne kilka miesięcy zastanawiałam się czy nie jestem “za słaba” za spełnianie marzeń o karierze naukowca. Poszłam do pracy, okazało się, że wiedza z UW do niczego mi się nie przyjadę. Kocham być praktykiem, nienawidzę teorii i paplaniny bez sensu.
    Zamiast zamknąć się na 4 lata w bibliotece wolę doskonalić swój zawód na podyplomówkach i szkoleniach, a wolny czas spędzać w bibliotece.
    Żyjemy średnio 80 lat, nie warto ich marnować, jest tyle krajów do odwiedzenia, w w BUWie takie złe jedzenie :D

    • Karolina Szpunar

      11.03.2014 at 17:21 Reply

      Wow, ale komentarz! :D I przybijam piątkę, egzakli!

  • A.B.

    11.03.2014 at 15:54 Reply

    Z ciekawości -> Old Fashioned Girl, z jakiego kierunku zrobiłaś licencjat? :) Lingwistyka, studia filologiczno-kulturoznawcze?

    • Karolina Szpunar

      11.03.2014 at 17:20 Reply

      Iberystyka ze specjalizacją portugalską na UW :)

  • Joanna

    11.03.2014 at 19:50 Reply

    Trochę napisałaś tekst o mnie! Siedzę właśnie na erasmusie w Hiszpanii. W Polsce studiuję Iberystykę i nie wiem co z dalszym życiem zrobić.
    Powinnam pisać pracę licencjacką na polską uczelnię, ale tak bardzo nie chcę na nią wracać, że usilnie spycham wszyskie materiały mi o tym przypominające gdzieś w najciemniejszy kąt mojego pokoju. Tam nawet nie dosięgają ich promienie hiszpańskiego słońca! Po cichu mam nadzieję, że jak będę ignorowała licencjat i konieczność podjęcia decyzji o dalszym życiu to problem zniknie. Niestety jestem na tyle dużą dziewczynką i życie tyle razy dało mi po twarzy z liścia, że doskonale wiem, że to nie działa, a wręcz pogarsza sprawę! Z jednej strony chcę zrobić magisterkę, ale wszystkie te aspekty które wymieniłaś mnie odstraszają. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie siebie w jakiejkolwiek innej pracy niż bycie tłumaczem, dlatego czuję, że ten “papier” w pewien sposób może być nieodzowny do podjęcia pracy. W Polsce niewiele osób chce rozmawiać z studentami pierwszego stopnia na temat pracy w tłumaczeniach. A co gorsze zdałam sobie niedawno sprawę, że języka uczę się przez całe życie i za 2/3 lata, kiedy prawdopodobnie będę machała smutnym murom uczelni dyplomem magistra wciąż będę miała masę nierozwiązanych wątpliwości jezykowych.
    Najbardziej pokrzywdzona czuję się przez system edukacji w Polsce. Owszem doceniam jak szeroką wiedzę mamy wpajaną przez 12 lat od czasu pasowania pierwszaków w podstawówce aż do momentu, kiedy pocimy się w czerwonych majtkach pisząc maturę. Ba! Jestem wdzięczna, że MOGĘ się uczyć, masa dzieciaków z zakątków na ziemi, których nie jestem świadomo wiele by zrobiła by mieć takie problemy jak ja. Z drugiej strony wciąż jest wiele uczelni (w tym niestety moja), które zamiast pomagać w wyjeżdżaniu za granicę na różnorodne praktyki, stypendia czy staże to te wyjazdy utrudnia. Plan zajęć często jest tak beznadziejny, że student nie ma szans na znalezienie pracy chociażby dorywczej. Anglicy mają na studiach językowych cały rok, w czasie którego muszą pracować, studiować, bądź robić praktyki za granicą. Moi znajomi teraz jeżdżą po różnych państwach i spełniają ten “obowiązek”. Wielu znanych mi obcokrajowców robiła sobie gap year, na poświęcenie się zwiedzaniu świata, na pracowanie dorywczo czy zwykłe zastanowienie się nad sobą. Pomysłu pójścia na studia nie żałuję, kierunku też nie bo chociaż jest ciężko to czuję że to właśnie “TO”. Jedyne czego żałuję to tego, że tak bardzo się wszystkim przejmowałam i że zaraz po maturze nie wyobrażałam sobie zrobienia tej przerwy bo “co ludzie powiedzą”, “jak to będzie wyglądało jak pójdę rok później do pracy” itd. W internecie każdy pisze “rób co chcesz, Twój wybór, dlaczego przejmujesz sie opinią innych”, ale wszyscy w jakiś sposób przejmujemy i każdy musi znaleźć odwagę na podejmowanie decyzji jak ja chcę,a nie jak jest powszechnie uważane.
    Zła jestem też na rodziców i przyjaciół którzy są tą najgorszą z możliwych wspierającą wersją: “jesteś dorosła, akceptujemy i popieramy wszystkie Twoje decyzje, rób jak chcesz, żebyś była szczęśliwa”. Cudowni, kochający, tak bardzo utrudniający swoją wyważoną bezstronnością każdą decyzję.
    Karolino, twój tekst na razie mi nie pomógł bo nie podjęłam żadnej decyzji. Trochę mi wręcz namieszał jeszcze bardziej! Bo skoro Steve Jobs nie potrzebował studiów to ja zostanę drugą J. K. Rowling pomimo braku drygu do pisania! Ale gratulacje za przebrnięcie przez te wszystkie etapy w których ja jestem. Wielkie gratulacje! Trzymaj sie ciepło! :)

  • Patison

    11.03.2014 at 21:11 Reply

    Jak się cieszę, że ktoś oficjalnie wytknął kwestie organizacyjne, kadrowe, grafikowe ale też sprzętowe! Studiowałam socjologię na UŚ i umierałam w tych paskudnych salkach, na za małych krzesełkach i za niskich ławeczkach. Smród, bród, starocie, panowie onanizujący się informacją ale nie potrafiący prowadzić wykładów w sposób interesujący, mówić z pasją, korzystać z nowych mediów, pobudzać skojarzeniami, obrazami, prezentacjami…! Ach, moja frustracja jest nieopisana!
    Dziękuję za ten tekst. Dodaje mi otuchy, zwłaszcza druga część.
    Będę wracać.

  • colorfulhead

    11.03.2014 at 21:12 Reply

    Czytam i porównuję z własnym wydziałem (UAM, Wydział Anglistyki) i oczom nie wierzę – sytuacje opisywane przez Ciebie nigdy nie miały tutaj miejsca. Studia podobne, filologia angielska ze specjalizacją nauczycielską i naprawdę jestem zachwycona. Wiem, że nie chcę rezygnować. Głównie ze względu na kadrę i ogólną atmosferę uczelni. No i trafiłam do świetnej grupy. Pomimo tego, że zdarza się chaos z planem, z ogólnym brakiem informacji, bieganiem między Chemicum a Novum i traktowaniem studentów jak jednej wielkiej masy to studia tutaj mogłabym polecić każdemu.

    • Karolina Szpunar

      11.03.2014 at 21:21 Reply

      Jak widać sprawdza się powiedzenie, że co uniwerek to inny świat ;) Cieszę się że u Ciebie jest inaczej, no i że czujesz że studiowanie anglistyki to jest właśnie to co chcesz na tym etapie swojego życia robić :)

      • colorfulhead

        11.03.2014 at 21:24 Reply

        Ale oczywiście rozumiem i szanuję Twoją decyzję – w przedstawionej sytuacji chyba sama zrobiłabym tak samo ;)

        • Karolina Szpunar

          11.03.2014 at 22:01 Reply

          :)

  • Marlena

    11.03.2014 at 21:52 Reply

    Ja jestem na studiach magisterskich, które szczęśliwie kończę za 3 miesiące (oby!) i mam bardzo podobne odczucia. Studiuję filologię włoską na UŚ i poziom moich studiów jest naprawdę przerażający, gdybym nie poszukała pracy , w której używam języka obcego non stop to bym chyba w ogóle się nie rozwinęła przez ostatnie lata mojej edukacji. Studia tylko podcinały mi skrzydła i ciągle słyszałam, że bez sensu się wyłamywać… I zgadzam się w 100% – studia nie są dla każdego i nie ma co na siłę się męczyć – życie jest zdecydowanie na to za krótkie.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Adam

    11.03.2014 at 22:15 Reply

    Mnie troche zajelo doscie do tego, co chce studiowac. Ale wreszcie zwyciezyl pragmatyzm, a nie milosc do jezykow obcych. Pierwsze dwa lata moge sobie teraz wsadzic w buty. Do wiekszosci przedmiotow podchodze na zasadzie, trzeba zaliczyc. Przydatne w pracy rzeczy beda dopiero od III roku.

    ;-)

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:51 Reply

      Każdy kierunek rządzi się swoimi prawami – grunt to je zrozumieć. A potem można je zaakceptować, albo i nie, kwestia wyboru :)

  • Ania Piwowarczyk

    11.03.2014 at 22:16 Reply

    Podpisuję się pod tym dwiema łapkami! Też zrezygnowałam z drugiego kierunku (powody bardzo podobne do tych, które wymieniłaś. I też była to filologia, ale na UJ. Mam nadzieję, że to nie znaczy, że “one wszystkie są wadliwe”) i dzięki temu mam teraz czas i możliwość na bycie w super pracy! Nawet przy największej elastyczności – a jestem naprawdę dobra w łączeniu grafików i wydłużaniu doby – nie byłabym w stanie pogodzić planu zajęć na uczelni z godzinami pracy, a wykładowcy tego nie ułatwiali. Etap studiów w moim życiu zmierza już ku końcowi. Muszę powiedzieć, że był to czas naprawdę piękny i chyba nigdy wcześniej nie zrobiłam takiego skoku w rozwoju osobistym, ale naprawdę warto podchodzić do studiowania krytycznie. Mówię to zwłaszcza do tych, którzy są teraz na trzecim roku – skoro sam system dał nam szansę na zmianę kierunku, zrobienie przerwy w edukacji i pójście do pracy czy znalezienie czasu na realizację innych planów, warto w końcu zacząć traktować to jako sensowną, dobrą opcję:)

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:53 Reply

      System boloński to super sprawa, zgadzam się :)

  • Mateusz

    11.03.2014 at 23:54 Reply

    Te dwa zdania zrobiły mój wieczór:
    “Wyjątkiem są takie zawody jak prawnik, czy lekarz (..) Cała reszta, wszystkie filologie, stosunki międzynarodowe, czy inne kulturoznawstwa to tylko wstęp do Waszej życiowej przygody.” :D

    Prawnicy, lekarze i humaniści… Inżynierowie zaś, to szara eminencja tego świata:D Komputery, samochody i pralki po prostu kupuje się w sklepach:D A Internet jest jak bóg nikt go nie widział, wszyscy się do niego zwracają o pomoc – po prostu włączam komputer i jest!:D

    Mam szczerą nadzieję, że Cię nie uraziłem. Nie nabijam się ani z Ciebie, ani z całej rzeszy humanistów. Te dwa zdania po prostu gromko mnie rozbawiły i nie mogę przestać się śmiać (stąd tyle “:D” :D). Naprawdę zrobiłaś mój wieczór!
    -Automatyka i Robotyka w Poznaniu ;)

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:48 Reply

      Cóż mogę powiedzieć… “:D :D :D”
      Masz rację, skupiłam się w poście na konkretnej puli zawodów i kierunków rozwoju zapominając o inżynierach, mechanikach, architektach. Ale to nie ze złej woli, ani ignorancji – podziwiam osoby które decydują się pójść na Politechnikę :) Po prostu pisząc ten wpis, bardzo dla mnie ważny i trudny z resztą, opierałam się na specjalizacjach mi bliższych. I mimo woli to one wpadły mi pierwsze do głowy.
      Jasne że nie czuję się urażona, no bo czym :) Faktycznie śmiesznie wyszło, hehe

  • Panna Lola

    12.03.2014 at 11:55 Reply

    Bardzo fajny wpis, nie zaczęłam studiów, obroniłam się jako plastyk po liceum plastycznym, na ASP iść nie chciałam, trochę ze strachu, a trochę dlatego, że coś w środku mi mówiło, że nie i już. Idę swoją drogą, trochę ciężką, krętą, trudną. Gubię się po drodze. Ale moja pasja jaką jest rysowanie, pomaga przetrwać, i powoli są już z tego pieniądze i kontakty. Po prostu uparłam się, że będę szczęśliwa rysując i tworząc.

    Szanuję studentów, ale podziwiam tych, którzy są uparci i dążą do celu, nie poddając się. Jedno oczywiście nie wyklucza drugiego.

    pozdrawiam!
    L.

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:37 Reply

      “Szanuję studentów, ale podziwiam tych, którzy są uparci i dążą do celu, nie poddając się. Jedno oczywiście nie wyklucza drugiego.” dokładnie :)
      Gratuluję uporu w rozwijaniu pasji! Coś czuję że z taką determinacją zajdziesz daleko – życzę Ci tego :)

  • Dekadentka

    12.03.2014 at 14:32 Reply

    Jak pisałam na fejsie u Andrzeja, miałam od pewnego czasu celownik na filologię iberyjską. Na UW właśnie. Ten wpis i komentarze pod nim nieco ostudziły mój zapał… Ale gdzie w takim razie moglibyście polecić filologię iberyjską od podstaw? Zależy mi na językach. Albo anglistyka albo iberystyka. Nie widzę sensowniejszych dla mnie kierunków…

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:33 Reply

      Ups… no to faktycznie “trafiłam w dziesiątkę” z tym wpisem :>
      Wiesz co, nie wiem jaką filologię Ci polecić, ani na jakim uniwerku. Najlepiej popytaj starszych znajomych, którzy studiują dłużej niż rok i porównaj opinie (w pierwszym semestrze każdy swój wydział wychwala, ale jak się potem często okazuje, to nie z powodu fajnego kierunku, tylko samego faktu bycia studentem;)
      Chyba że ktoś z czytelników tutaj wie i pomoże :) Ja z pewnością iberystykę na UW odradzam.

    • Adam

      12.03.2014 at 16:13 Reply

      Ja wlasnie rzucilem filologie, bo doszedlem do wniosku, ze z samym jezykiem daleko sie nie zajedzie i najlepiej miec jezyk PLUS cos. Nie mowiac o tym, ze jeszcze lepiej, majac juz jeden fakultet skonczony/w trakcie, isc na kurs jezykowy.

      Dlaczego na innym kierunku siebie nie widzisz?

  • Panna Aleksandra

    12.03.2014 at 14:37 Reply

    Właśnie zaczęłam studia magisterskie i już mam ochotę je rzucić, problem w tym, że ja ciągle nie wiem do końca co mam w życiu robić. No na pewno nie dowiem się tego na tych studiach (bo przecież przez 3,5 roku studiów inżynierskich się tego nie dowiedziałam). Gdybym mogła się cofnąć do liceum to bym zupełnie inaczej wybrała, a teraz już trochę za późno i trzeba wymyślić coś innego.
    Bardzo trafny post, bardzo.
    Pozdrawiam. :)

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:27 Reply

      Ja też tak myślałam, że to już magisterka, że to już za późno… oczywiście każdy podejmuje własne decyzje, ale powiem Ci w sekrecie że patrząc z perspektywy czasu nigdy nie jest za późno żeby rzucić słabe studia! No, chyba że za tydzień oddajesz pracę dyplomową – to wtedy już warto zacisnąć zęby ;)

  • Karina

    12.03.2014 at 15:01 Reply

    Popieram, popieram, popieram. Ten tekst można odnieść praktycznie do każdej dziedziny życia. A więc i ja podsumuję go bardzo uniwersalnie; nic na siłę. Swoją drogą, gratuluję odwagi : ) Pozdrawiam!

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:25 Reply

      Dziękuję :)

  • Ewa

    12.03.2014 at 15:11 Reply

    Gratuluję decyzji! Ja rzuciłam licencjat na UJ-ocie po 4 miesiącach męczarni i wielkiego rozczarowania i to była jedna z najlepszych decyzji w życiu. Nie wiem co prawda, co mi strzeliło do głowy, że w pierwszej kolejności nie poszłam na arabistykę na UW albo UJ-ocie, o które ludzie się zabijają, tylko poszłam na beznadziejne kulturoznawstwo międzynarodowe, na które trafili ludzie, którzy nie dostali się na swoje wymarzone kierunki i mieli zajęcia w głębokim poważaniu, ale… to nawet nie o to chodziło. Po kilku m-cach ja, wieczna optymistka, miałam depresję. Pomógł mi mój przyjaciel, który dodał mi odwagi i zachęcił do podjęcia radykalnej decyzji. Rzuciłam UJ (ku zdumieniu pań z sekretariatu, które gdy przyszłam zabrać papiery nie mogły zrozumieć, jak mogę rzucać dzienne studia na tak prestiżowej uczelni! hehe), złożyłam papiery do Londynu, dostałam się (jakoś nie pomyślałam nawet, że najpierw rzucam jedne studia a dopiero potem aplikuję na drugie, nie mając nic pewnego :D), przeżyłam najlepszą przygodę życia i zrobiłam BA w UK i pomijając fantastyczne studia, które kochałam całym sercem, to jestem pewna, że w sensie podejścia do życia, odwagi w podejmowaniu decyzji i po prostu życiu, dały mi niesamowicie dużo.

    Bo życie jest do przeżywania, nie do wegetowania :)

    Pozdrawiam!

    • Karolina Szpunar

      12.03.2014 at 15:24 Reply

      “Bo życie jest do przeżywania, nie do wegetowania” – aż sobie zapiszę ten cytat, świetnie powiedziane! :)

  • Ms. Hutch

    08.04.2014 at 11:36 Reply

    Jestem właśnie na ostatnim roku studiów licencjackich. O ile 2 rok był megaciekawy i serio pasjonowałam się wszystkimi przedmiotami (mimo, że było ich więcej niż teraz), to niestety na 5 semestrze jedyną myślą było “mam już dosyć”. Plan był (i jest!) wypełniony samymi zapychaczami, przedmioty wyłącznie nudne i niezwiązane z kierunkiem studiów. W pewnym momencie powiedziałam mojemu chłopakowi “męczę się, siedzę na uczelni zaledwie parę godzin, ale strasznie mnie to drażni”. I naprawdę tak było, miałam ochotę zrezygnować, zmienić nagle kierunek edukacji. On był temu przeciwny, przekonał mnie i w rezultacie zacisnęłam zęby, by w lipcu się obronić i porządnie zastanowić się nad profilem studiów magisterskich. Jeszcze niedawno myślałam, że rzucanie studiów jest głupotą, ale teraz wiem, że nie ma sensu się męczyć i robić czegoś wbrew sobie.

  • Tami Tea

    14.05.2014 at 00:38 Reply

    Ja poszłam na najgorsze dla mnie studia: Stosunki Międzynarodowe. Nienawidzę odkąd pamiętam historii i wosu. Ale postanowiłam je ukończyć. Mimo że licencjat przez warunek mi się opóźni o rok, to zaraz (po 3cim roku) idę na studium grafiki komputerowej – uwielbiam rysować! Z komputerami sobie też radzę. Ogólnie coś co lubię robić.
    Ale po co mi dalej studia? Otóż pomyślałam sobie, że bez licencjatu, ciężko z magisterką. A bez magisterki nie pójdę na podyplomowe. A że marzę o podyplomówce z Social Media na SWPSie, to jakoś do niej dobrnąć trzeba. I ogóle morduję się, i męczę, ale ja nie dam rady? Ja? :D. A jak to mówią, żadna nauka nie jest zmarnowana ^^. Na szczęście na UKSW prawie się pojawiać nie muszę, pracuję sobie w oparach kawy, rysując, malując gdzieś za barem, zbieram na studium, chodzę na jogę, studia mi w niczym nie przeszkadzają, więc co mi tam ^^. Ale swoje momenty zwątpienia miewam regularnie co sesję xD. Tym co pomaga mi wytrwać to właśnie ten większy plan do zrealizowania. Grafika, reklama, PR, Social Media, tak idealnie mi się w głowie łączą w jakiś pomysł na życie, mam jakąś wymyśloną ścieżkę, więc kroczek po kroczku realizuję. Nawet jeśli krwawią mi stopy przez te cholerne stosunki międzynarodowe ^^”.

  • Dobre Geny

    17.06.2014 at 14:18 Reply

    :) dużo w tym wszystkim prawdy, a najwięcej w stwierdzeniu, że studia nie powinny określać naszej przyszłości i przyszłego zawodu :) i mówię to ja – po ukończeniu dwoch kierunków (filologia klasyczna, administracja) pracuję w agencji reklamowej :) długo szukałam swojej drogi, ale już od jakiegoś czasu czuję, że jestem w dobrym miejscu. Pozdrawiam ciepło :)

  • Ola

    19.07.2014 at 11:09 Reply

    Hej,
    mi udało ukończyć się studia, które przynajmniej czsowo były wymagające. Pamiętam jak na pierwszym roku miałam w poniedziałki zajęcia od 8 do 20.30 z jednym 1,5 – godzinnym okienkiem. A zazwyczaj kończyłam o 18-19 – i tu już było okienek więcej. W Nie rozumiem jak ktoś narzeka, że nie może połączyć studiów z pracą – przecież jak ktoś chce pracować na pełen etat to powinien iść na studia zaoczne.
    Jeśli chodzi o okienka to nauczyłam się wykorzystywać je na przygotowywanie prac i naukę.
    A jeśli chodzi o prace – często pracowałam dorywczo weekendowo, udzielałam korepetycji z dwóch przedmiotów (czasem w okienku) i robiłam wiele dziwnych rzeczy. Oprócz tego znalazłam czas na dodatkowe praktyki i wolontariaty związane z kierunkiem studiów.
    Jestem bardzo szczęśliwa i całe studia byłam szczęśliwa, bo uczyłam się naprawdę ciekawych rzeczy. I tak, robiłam to w paskudnych godzinach, sam dojazd na uczelnie zajmował mi 2 godziny, warunki były paskudne, a na wydziale nie było nawet sklepiku żeby coś zjeść.
    Obecnie idę na studia doktoranckie oraz postanowiłam jednocześnie podjąc drugie studia licencjackie w trybie dziennym w zupełnie innej tematyce. Przyznam, że jestem w szoku, bo na drugim kierunku -zajęcia obowiązkowe 3 razy w tygodniu od 8 do 9.30 lub 11 a potem kilka wykładów. Z jednej strony wydaje mi się to dziwne ale z drugiej strony cieszę się, bo mogę podjąć studia jednocześnie pisząc doktorat i pracując (oczywiście w tym wypadku w nienormowanych godzinach pracy).

  • Magdalen

    05.09.2014 at 13:54 Reply

    Hola! Uważasz, że studia I stopnia (iber, uw, hiszpańki) jest warty 6000? Tak pojechałaś po tej iberystyce, mam nadzieję, że to dotyczy tylko II stopnia. Właśnie mam zawozić papiery na hiszpański i tak się zawahałam.. Wiesz może jak to wygląda?
    Btw, jak szłaś na studia to wiedziałaś, że portugalski to jest to? Ja jestem wielbicielką Hiszpanii i hiszpańskiego, portugalski też mi się bardzo podoba, ale jest taki bardziej.. tajemniczy:) nie wiem, czy za rok próbować na portugalski czy kontynuować hiszpański.. ta iberystyka jest moim drugim kierunkiem, najchętniej to zrobiłabym dwie specjalności, ale z tego co słyszałam to prawie niemożliwe.. Na portugalskim miałaś też wykłady po hiszpańsku? Można tak? :)
    Pozdrawiam, M

Post a Comment